Historia według Julity

Życie czy praca finansowybudzik

Życie czy praca

Historia Julity

Odkąd pamiętam byłam nieśmiałą, zakłopotaną dziewczyną z małego miasteczka.

Żyłam wg zasady “jaką mnie Panie Boże stworzyłeś, taką mnie masz”. Lubiłam kiedy to inni podejmowali wszelkie decyzje za mnie.

Perspektywa dużych zarobków

Nigdy nie pracowałam w swoim zawodzie. Po skończonych studiach, nadarzyła się okazja, bym wyjechała za granicę. Perspektywa dużych zarobków spowodowała, ze od podjęcia decyzji o wyjeździe,do wylotu z Polski minął tydzień.

Na miejscu-szok, zderzenie z rzeczywistością.

Poczułam się bardzo samotna. Pierwszą noc przepłakałam.

Oczekiwania vs rzeczywistość

Na drugi dzień trzeba się było ogarnąć i zacząć szukać pracy. Łamiącą angielszczyzną pytałam we wszystkich kafejkach czy nie potrzebują kogoś do pracy.

Wiedziałam, że jestem zdana tylko na siebie. Był to dla mnie cenny egzamin. Z mojej dorosłości, z radzenia sobie z dala od najbliższych.

Udało się, dostałam pracę!!

Szczęście nie trwało zbyt długo. Szef nie zapłacił nam za 3 miesiące.

Ale była kolejna praca i kolejna.

W międzyczasie dołączył do mnie mąż.

Prawie jak w raju

Żyliśmy prawie jak w raju. Prawie, bo pomimo tego, że mieliśmy niezłe zarobki, byliśmy jednak daleko od bliskich.

Tęsknotę zabijaliśmy spotkaniami ze znajomymi, sporo imprezowaliśmy.

Cały czas czułam, że nie jestem u siebie.

Gdy zaszłam w ciążę, postanowiliśmy wrócić. Zamieszkaliśmy u moich rodziców. Było nam dobrze.

Jednak z czasem oszczędności zaczęły topnieć.

Żyliśmy w różnych światach

Mój mąż zaczął uciekać w wirtualny świat gier.

Kiedy dziecko budziło mnie swoim płaczem w środku nocy, mój ukochany siedział w pokoju obok i śmiał się głośno-był w swoim świecie.

W myślach błagałam, żeby tylko wyjechał, jak najdalej-miałam go dość.

Tak też się wkrótce stało.

A ja kolejny raz poczułam się osamotniona. Niby mieszkałam z rodzicami, ale z moim wybrankiem dzieliły nas setki kilometrów-i tu nie tylko o drogę chodziło.

Mijały dni, tygodnie. Po kilku miesiącach spakowałam się i z córeczką poleciałam do męża.

Gry zabijają… rodzinę

Chciałam zrobić mu niespodziankę, jednak okazałyśmy się ciężarem dla niego. Zabierałyśmy mu cenny czas, który przecież mógł poświęcić na gry.

Dłużej tego nie wytrzymałam.

Powiedziałam mu, że wracam do rodziców. Albo się ogarnie albo występuję o rozwód.

Wrócił. Jego wychodzenie z uzależnienia było ciężkie dla nas wszystkich.

Znalazł pracę. Ja też.

Julita miała plan…

Zawsze miałam plan, by być blisko moich dzieci. By móc poświęcić się tylko dla nich. Jednak rzeczywistość okazała się inna. Musiałam wrócić do pracy.

Kiedy dostałam propozycję wyjazdu do pracy, na delegację-nie wahałam się ani chwili. Wypłaty w euro przysłoniły mi cały mój wcześniejszy świat, moje plany, cele.

Taka kasa – kto by odmówił?

Dziś wiem, że nie było warto. Teraz postąpiłabym inaczej.

Życie czy praca?

Dziecko budziło się w nocy i płakało, ze mnie nie ma, ze jej nie kocham.

Zrezygnowałam, wróciłam. Straciłam dobrze płatną pracę.

I co dalej?

Znalazłam coś innego. Praca lekka, przyjemna, szefowa – wyluzowana kobieta.

Było mi wygodnie.

Jednak gdy córka poszła do szkoły, nie było mnie przy niej. Nie dostałam urlopu.

Syn pierwszy dzień w przedszkolu – nie było mnie . Szefowa nie dała wolnego. Może przykre, ale prawdziwe.

Kiedy zdałam sobie z tego sprawę pomyślałam STOP, tak nie może być!

Od tej pory zaczęłam zastanawiać się, co by tu zrobić, by mieć pieniądze, ale móc spędzać czas z moimi dziećmi, gdy tego potrzebują. Nie za 5, 10 lat – one najbardziej potrzebują mnie teraz!

Wybawieniem okazał się internet. Okazało się, że mogę pracować gdzie chcę, z kim chcę i kiedy chcę.

Przecież musi być jakieś wyjście!

Razem z mężem działamy w marketingu internetowym już kilka lat. Dzięki temu nie musimy kombinować co zrobić z dziećmi w czasie wakacji, gdzie mają się podziać jak my idziemy do pracy.

Po prostu całe wakacje, każdego dnia jesteśmy z nimi. A przy tym zarabiamy.

Można? Można.

Ale trzeba w to uwierzyć, być przekonanym, ze się uda.

Teraz chcemy dzielić się tą wiedzą, naszym doświadczeniem z innymi. Pokazujemy, ze jest wiele możliwości zarabiania. Nie tylko etat.

Z całym przekonaniem mogę stwierdzić, że Julita dziś to kobieta wiedząca czego chce od życia, pewna swojej wartości, ceniąca życie rodzinne, umiejąca cieszyć się życiem i czerpać z niego co najlepsze.

A nasz związek?

Ma się bardzo dobrze. Ale to też wymaga od nas pracy i zaangażowania.

Każdego dnia, bo “nie ma nic na zawsze. Każdego dnia jest na dziś…”

Ale o tym innym razem 🙂

Share This